 |
| Wódka prosto z tajgi. |
Pewnego razu będąc na zakupach,
zauważyłem coś co przyciągnęło moją uwagę, a jednocześnie mnie zaniepokoiło.
Otóż na półce z mocnymi trunkami stały sobie flaszki z napisem Wódka Taiga.
Pisane dokładnie w ten sposób. Już zaczęło mnie ogarnąć patriotyczne
wzruszenie, ale jednak coś mi tu nie pasowało. Co? Z tego co mi wiadomo, to
wspaniała literka "ó" straszy dzieci głównie na polskich dyktandach.
I chociaż występuje też w innych językach, to umówmy się, jest bardziej najsza,
niż ichsza. A słowem "wódka" oprócz Polaków posługują się jeszcze
tylko szczątkowe ilości Serbołużyczan. Więc właściwie mamy na nie nomen omen
monopol. Ale, ale! Nigdy w Polsce tej marki nie widziałem. I w żaden inny
sposób nie dotarła do mnie jej sława. W takim razie co jest grane? Zatem
sprawdzam sobie etykietkę i okazuje się, że rzeczywiście, mam prawo jej nie
znać, bo pochodzi z Salzburga. Ot sobie Austriacy sprytnie wymyślili. Tylko z
tą Taigą trochę się machnęli, ale może chcieli zostawić swój własny drobny
sznyt. Jest więc przynajmniej jedna branża, w której nasza marka kusi i
przyciąga. Może nie najbardziej prestiżowa, ale jak się nie ma co się lubi, to
się lubi wódkę.
 |
| Ostrość wybrała to co prawdziwie polskie. |
A skoro już przy alkoholu jesteśmy.
Jest tu na Słowenii coś, co w Polsce moim zdaniem wywołałoby masowe protesty,
obalenie rządu albo inną rewolucję. O ile oczywiście znalazłby się odważny by
to wprowadzić. Mam na myśli zakaz sprzedaży alkoholu po godz. 21. Jednym słowem
masakra. Dowiedziałem się o tym przypadkiem. Wieczór, kroi się jakieś party, no
to trzeba skoczyć po coś do sklepu. Noi zaczynają się schody. Raz, że znaleźć
tu jakikolwiek sklep otwarty z wieczora to nie lada wyczyn. Słoweński lajfstajl
nie przewiduje siedzenia w pracy po nocy. A co się będą męczyć. I dobrze, ale
weź tu się człowieku przyzwyczaj, kiedy w ojczyźnie masz zawsze coś w pobliżu,
no co najmniej do tej 23. Dwa, znaleźć sklep w ogóle, nie znając za bardzo
miasta, to też nie bułka z masłem. W tym wypadku znowu okazuje się, że jestem
rozpieszczony przez ojczyste zwyczaje. Szyldy, strzałki, bilbordy, wszystko to
tak wali po oczach, że prędzej można coś przeoczyć w tym natłoku bodźców niż z
ich braku. A tu? No tak, jest schludnie, estetycznie i porządnie. Architekci
krajobrazu i urbaniści muszą być z siebie zadowoleni, ale jak szukasz sklepu,
to zaczyna cię trafiać. Tymczasem jest, w końcu coś się przydarzyło! Otwarte! Alko
stoi dumnie w lodówce. Podchodzę, biorę... I wtedy właśnie się dowiedziałem jak
to działa. Musze przyznać, że nie ma lekko. Ale. Równowaga w przyrodzie musi
być. Nie można kupić, a można pić! Pięknie zrymowałem, a równie piękne jest to,
że można tu spożywać alkohol w miejscach publicznych. Przynajmniej ten nisko i
średnio procentowy. Więc choć trzeba kombinować, to jednak nie ma tego złego. Wyobrażacie
sobie, latem usiąść na ławce w sercu miasta, z nienajgorszym winkiem za półtora
euro?...
.JPG) |
| Popularne winko za półtora. I to litr! |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz