| Bloški Teki 2013. fot. Janez Milavec |
Jakkolwiek toalety są tematem wiele mówiącym o kulturze, to jednak co za dużo to nie zdrowo. Dlatego dzisiaj mniej o przedmiotach a więcej o ludziach i miejscach. W ostatni łikend miałem przyjemność być na jednych z największych otwartych zawodów w biegach narciarskich na Słowenii. Odbywają się już od prawie pół wieku w rejonie zwanym Bloke. Stąd też ich nazwa Bloški Teki (bloszkie biegi). Nie jest to jakieś niesamowicie szczególne miejsce. Aczkolwiek bardzo obfite w śnieg i z tego powodu to właśnie tu zostały wynalezione narty. Przynajmniej tak mówią miejscowi. Poza tym góry, góry, góry. Czyli słoweński chleb powszedni. Jest w tym kraju tylko jeden rejon, nawet nie tyle nizinny, co z niziną - Prekmurje. Wielkości dużego polskiego powiatu. Słoweńcy patrzą sobie na Prekmurje "z góry" i śmieją się, że najwyższy tamtejszy szczyt, to rosnąca na jednym z pól dynia. Ale co tam panie na teku? Sam bieg, jak bieg, podobnie jak w ojczyźnie. W sumie koło 300 osób. Trochę profesjonalnych wycinaków i trochę amatorów jak ja. Jakoś przeżyłem te 20 kilometrów, po czym wpadłem na metę. No dobra, właściwie to wtoczyłem się umęczony jak jasna cholera. Przy okazji przestrzegam: ktokolwiek kiedykolwiek chciałby startować w jakimkolwiek biegu na nieposmarowanych nartach - niech lepiej tego nie robi. Owszem był punkt serwismena, ale stwierdziłem, ze 15 eurusów to za dużo. Później, w czasie biegu zmieniłem zdanie. Dałbym i 20.
| Miejscowe wycinaki. Fot. Stane Jakopin |
Więc po finiszu, kiedy sprzed moich oczu już zniknęły mroczki, zobaczyłem coś interesującego. Ot meta zawodów, jednak powiedzmy sobie - sportowych. A tu panowie, jeszcze z nartami, jeszcze w termoaktywnych strojach, jeszcze im z pleców paruje, a już z browarami w rękach. Hm, no nic. Odsapnąłem, poszedłem do bufetu na zwyczajowy pobiegowy posiłek, a tu dobitka. Do kiełbaski i chleba można sobie wybrać popitkę. Więc jest herbata z cytryną (normalka), herbata z rumem (?), grzane wino (??). No cóż, napoje bezalkoholowe przegrywają 1:2. A patrząc na ilość chętnych na jedne i drugie, to nawet bardziej. I mówią, że w Polsce to się pije.
![]() |
| Rozchwytywana herbata z rumem. |
Mówią też inne rzeczy. Słyszałem, że Słowenia, to już taki trochę "zachód". A na pewno najbardziej "zachodni" z krajów nowej Europy. I poza wszystkimi plusami tego określenia, są też minusy, takie jak np. brak gościnności. Ale, jak już wspominałem, co za dużo to niezdrowo, więc ten pogląd będę obalał w jednym z następnych postów. A tymczasem idę walczyć z zakwasami.
![]() |
| Piweczko, piersióweczka. |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz